poniedziałek, 23 października 2017

Książko-post marzec 2017

1. "Prześniona rewolucja" - Leder. Kurcze, to była fajna książka! Andrzej Leder rozważa w niej tezę, że dominującym modelem relacji międzyludzkich z udziałem elementu władzy we współczesnej Polsce jest model folwarczny, a wynikiem tej sytuacji jest właśnie tytułowa prześniona rewolucja, czyli nieuchwycone przemiany z lat 1939-56, kiedy to wojna i PRLowski projekt społeczny dokonały ogromnych zmian w strukturze społecznej. Ciekawy pomysł, który wydaje mi się, że trafi do wszystkich użytkowników państwowej służby zdrowia, szkoły bądź biblioteki - moja socjalistyczna miłość do instytucji państwowych i ludzi była w tych miejscach bardzo często wystawiana na próbę, a książka stara się odpowiedzieć dlaczego tak właśnie jest? Czyta się przyjemnie, choć autor wsadził tam sporo psychoanalizy, moim zdaniem niepotrzebnie; ja odbierałem ją na zasadzie metafory, ale spotkałem się w internecie z wieloma osobami, które odczytywały ją dosłownie i bardzo im to przeszkadzało. Sam wolałbym taką analizę bez psychoanalizy, a jak już jest to traktuje ją jak prawicowego znajomego na imprezie, czyli z dystansem i nerwowym uśmiechem. Książkę jak najbardziej polecam, jak już pisałem czyta się łatwo, jest ciekawa bibliografia, Leder ma lekki styl, no i tematyka moim zdaniem diablo interesująca. Jedna uwaga jeszcze, czytałem gdzieś na fejsbuku Nowego Obywatela, że Leder ignoruje Polskie spółdzielnie przedwojenne i że dyskredytuje to jego rozważania, no cóż ja się na spółdzielniach nie znam, ale też nie widziałem żadnej miażdżącej recenzji/artykułu krytyki, która by jednoznacznie pozamiatała temat Prześnionej Rewolucji - jeśli wiecie coś na ten temat, dawajcie linki. A no i jeszcze uważajcie na wykłady Ledera, byłem na jednym i facet bardzo nieciekawie opowiada, myślałem, że zasnę.

2. "Wyjście z cienia" - Zajdel. To jest ten moment w którym mówimy Zajdlowi głośne i zdecydowane NIE. Zeusie, gdyby to była książką od której zacząłbym zainteresowanie tym autorem, to dziś nie mówilibyśmy o moim zainteresowaniu tylko o nienawiści, z rodzaju moich hejtów na Twardocha.


          Io jest Szczepan Twardoch. Źródło Polskatimes

Na szczęście ja zacząłem od "Paradyzji", a Twardoch zmienił fryzjera. "Wyjście z cienia" jest jedną z najbardziej grubociosanych powieści aluzyjnych jakie czytałem. Z ręką na sercu! Z całej zajdlowskiej twórczości zresztą też; każda inna ma w sobie jakąś, chociażby małą, lekkość, jakiś woal, który chociaż udaje, że przykrywa o co chodzi. Ale nie tu, tutaj obrywamy prosto na ryj młotem: "a opisze se życie za komuny, tylko zamienię czerwone na zielone he he!". Nawet ten zielony jest bardzo czerwony, bo to mrówki. Rozumiecie mrówki tworzą komunistyczny reżim, zmuszając wszystkich do równości. Mrówki. Absolutely not soviets *wink wink*


               Wcale niekomunistyczna mrówka.

No i są sobie mrówki, umieszczone w wielkich robotach i zmuszają ludzi na ziemi do życia w biedzie, a żeby się nie wydało, że są mrówkami, to zabraniają w szkołach uczyć o mrówkach, mieć terraria z mrówkami i w ogóle nic o mrówkach. Jeśli ludzie nie będą mieli pojęcia mrówki, to nie skojarzą, że my jesteśmy jak ziemskie mrówki, tylko, że z kosmosu i z laserami. Potem jest historia przyjaźni mrówczo-ziemskiej i okazuje się,że mrówki zbrojną interwencją pomogły ziemianom przed agresją jakiejś innej rasy *wink wink*. Daruje sobie już pisanie o fabule, bo leżącego się nie kopie, powiem tylko, że na końcu jest mały zwrot akcji, który ani nie jest zaskakujący ani ciekawy. Czyta się lekko, ale w ten niefajny sposób, znaczy się, nic tam nie ma interesującego, ani głębokiego, ani rozrywkowo interesującego. Kompletnie nie polecam, chyba, że na prezent dla siermiężnego prawicowego kolegi, który szuka światełka cywilizacji białego człowieka w kosmosie, to wtedy kupujcie.

3."Keynes. Powrót mistrza" - Skidelsky.  Wydana przez KryPę książeczka o Keynesie, która jest całkiem, całkiem. Jakoś mocno mnie nie zachwyciła, myślę, że da się ciekawiej opisać tą postać, jej czasy i pomysły, no ale to nie tak, że było jakoś szczególnie źle. Ot bez fajerwerek. Jest to co powinno być, ale bez porywającej narracji.

Podobny obraz
             To jest dopiero porywająca narracja! 

Ciężko mi coś więcej powiedzieć o tej książce. Jak chcecie to kupujcie, ja wam nie powiem co zrobić.

4. "Każdy został człowiekiem" - Nesterowicz. A to była dopiero porywająca lektura! Szczególnie, że niedługo wcześniej czytałem "Prześnioną rewolucję", a to podobny temat i mogłem pogłębić swoją wiedzę. Każdy został człowiekiem traktuje o awansie społecznym jakiego doznali mieszkańcy wsi po drugiej wojnie światowej. Walka z analfabetyzmem na szeroką skalę, budowa szkół, dróg, elektryfikacja, biblioteki, kursy doszkalające i całkiem szerokie perspektywy zawodowe. Jasna cholera, jak czytałem o losach tych ludzi na początku, czyli "wesołe" wiejskie życie, to było mi tak bardzo smutno. To w jakich warunkach żyli, z jakimi trudnościami się zmagali i ile przeszkód spotkali na swojej drodze to jakiś koszmar (ojciec jednej z bohaterek zmarł, bo po trafieniu piorunem sąsiedzi zakopali go w ziemi, żeby ta wyciągnęła pioruny), a że książką ma kilkoro bohaterów (których losy Nestorowicz odtwarza z ich pamiętników), to i różnego rodzaju błota jest sporo. Potem następują losy szkolne i początki karier, które są z jednej strony jaśniejsze i milsze, bo państwo się rozwija, a bohaterowie mają pewne perspektywy, ale nie do końca, bo spotykają się a to z systemowymi problemami: jeden z bohaterów zostaje kierownikiem PGRu i ma wieczne problemy z pracownikami i dostawami sprzętu, inny idzie do hufców pracy, które okazują się czymś na wzór kolonii karnej itd. Albo z problemami po prostu z innymi ludźmi, którzy w swoich postawach wciąż tkwią na folwarku szlacheckim (i tu nam ładnie wchodzi książka Ledera). Moim zdaniem to jest absolutny must read. Nestorowicz tworzy z losów swoich bohaterów super opowieść, która jest porywająca i żywa, rysuje szerokie tło społeczne i wydaje mi się, że nie ma u niego żadnych przemilczeń. No ja się wzruszyłem jak czytałem o tych wiejskich szkołach.

Znalezione obrazy dla zapytania soviet visuals


5. "Płytki umysł" - Carr. Czytane na studia i o dziwo bardzo fajne. Wbrew temu co może sugerować tytuł, nie jest to grubo ciosany pamflet neoluddystyczno (gdyby nie komputery, to byłoby lepiej) anty-milenialsowy (gdyby nie młodzież, to byłoby lepiej). Carr występuje z krytyką nowych technologii, ale bez fanatyzmu i ze spokojnym racjonalizmem. Sporo wyników badań, cyferek, bibliografia bogata, no tak jak lubię. Najbardziej przepracowałem rozdział o czytaniu, czyli jaką różnicę dla naszego mózgu robi czytanie na ekranach (czytnik, telefon, komputer) vs książki. Kupiłem sobie jakiś czas temu czytnik, zaliczyłem już na nim kilka książek i chciałem się dowiedzieć "CZY COŚ Z TEGO ZAPAMIĘTAM!?" i okazuje się, że tak. Wyniki badań Carra, są takie, że raczej lepiej czytać książki, bo mózg zazwyczaj jest przyzywaczjony do większego skupienia kiedy doznaje sensualistycznie doznania od książki (zapach, dźwięk, faktura stron, ruch przewracania kartek) aniżeli zywkłe gapienie się w ekran (które kojarzy mu się ze scrollowaniem fejsa na telefonie w windzie) ale dla neuroplastycznego mózgu nie ma rzeczy niemożliwych i z odpowiednio dużą doza skupienia wszsytko jest do zapamiętania. Więc ja spokojnie mogę wracać do Pocketbooka, a Wy, jeśli interesuje was tematyka zagrożeń wynikłych z technologii, to łapcie Płytki Umysł. Ciekawe!


6. "Król z żelaza"- Maurice Druon  Tak, ta seria (Królowie przeklęci) jest podobna do Gry o tron. Martin sam powiedział, że prawdziwą grą o tron jest Ta własnie seria. Tylko dlaczego na wszystkich znanych bogów, starych i nowych, wydawcy muszą mi o tym trąbić wszędzie?!


Tak wygląda moje wydanie

Unikam ciasteczek z wróżba, bo tam pewnie też bym znalazł informację, że KRÓLOWIE PRZEKLĘCI TO TAKA GRA O TRON!!!111 No przykro, że ktoś nie załapał się na kasowy serial. Ale żeby Was moje jęczenie nie zmyliło, pierwszy tom tej serii jest cholernie dobry. Oh to jest tak dobrze napisana książka. Można by uczyć na niej dobrego rzemiosła układania fabuły, bez zbędnych elementów, perfekcyjnie dobrane składniki, postaci dokładnie tyle ile trzeba dla opowieści, a opowieść jest bardzo ciekawa, bo intryga ma w sobie wiele skrzywdzonych bohaterów i kilku naiwnych, co dodaje smaku opowieści. Zepsuta szlachta knuje intrygi, tytułowy król z żelaza wtrąca Templariuszy do więzienia, tajemnicza sekta działa gdzieś w tle, oj dzieje się. Rozrywka na bardzo wysokim poziomie, z dobrze przedstawionym tłem historycznym i jego realiami, więc dla rpgowców to dodatkowy plus. Można załapać nie tylko ciekawe motywy na sesje, ale i wiedzę etnograficzną z życia w tym uwielbianym przez autorów rpg średniowieczu. Mój ulubiony fragment to kara jaka spotyka pewnych dwóch gorącokrwistych młodzieńców, oj dużo ich w tej powieści boli. A i co do tego, że jest JAK GRA O TRON, to czytając zobaczycie, że Martin nie boi się zerżnąć niektórych postaci wprost, nie tylko, że pomysł/motyw, ale od razu z takim samym imieniem. Szacuneczek za fantazję. Pozycja obowiązkowa. Idź kup. Albo wypożycz. No dalej. 


7. "Krótki kurs nowomowy" - Gwiazda. Pierwsza rzecz przeczytana przeze mnie na czytniku. Jest to zbiór felietonów Joanny Gwiazdy ze starej wersji Nowego Obywatela, kiedy to czasopismo było jeszcze po prostu Obywatelem. To była ciekawa dla mojego światopoglądu literatura, bo Gwiazda z jednej strony okazała się być mi bliska, kwestie gospodarcze i chodzenie po górach, a z innej zupełnie odległa, wręcz po przeciwnej stronie barykady, bij zabij, czyli powiedzmy kwestie kulturowe. Taki trochę rollercoaster podczas czytania: Mhmm, no tak, tak racja, zgadzam...o NIE! TA ZNIEWAGA KRWI WYMAGA

A tak walczymy w DESW

Więc mogłem poćwiczyć plastyczność tej części mózgu, która jest odpowiedzialna za samozadowolenie i samobourzenie, bo co chwile inna była używana. Język, którym Gwiazda pisze jest lekki i pasuje do tej formy; pisze ona o wielu ciekawych wydarzeniach z historii Polski, a cześć z felietonów odnosiła się do współczesnej jej sytuacji w Polsce, więc jest też dodatkowo pewien wymiar relacji z wydarzeń minionych. A no i sporo o górach jest, a o tym to się zawsze przyjemnie czyta. Czy czytać "Słownik nowomowy"? Myślę, że raczej nie. Ja przeczytałem, bo kupiłem w paczce ebooków, a że dobrze napisane, to weszło w jeden wieczór, ale myślę, że są ważniejsze i cenniejsze rzeczy do czytania.

8. "Fanfik" - Osińska. Ta książka to ogień! Literatura młodzieżowa opowiadająca o problemach trans bohatera w Polsce? Niemożliwe? A jednak! Szanuję bardzo KryPę i autorkę za to co zrobiły, bo myślę, że niejednemu faszyście ciśnienie skoczyło jak się dowiedział co takiego wyszło zimą.



Czytałem z wypiekami na twarzy i z trzęsącymi się rękoma, bo bardzo chciałem żeby to wszystko miało jak najlepsze zakończenie, szczególnie, że miejscami dzieje się bardzo źle! Nie wchodzę w szczegóły, żebyście mogli się rozkoszować tą opowieścią, bez żadnych wcześniejszych większych informacji, przynajmniej z mojej strony, bo warto w Fanfik tak wejść i dać się zaskoczyć już na początku kilka razy. Dla kogo jest ta powieść? Na pewno dla mnie, ale ja jestem dużym dzieckiem. Czy dla dojrzałego, wyrobionego czytelnika, który Grę w klasy przerobił na wszystkie strony (ja tylko raz i to po kolei czytałem) będzie w Fanfiku coś ciekawego? No cóż to obyczajowa powieść o miłości z problemami we współczesnej Polsce z trans postacią, więc jeśli kogoś nie cieszy, że taka tematyka została w końcu poruszona, to może go to znudzić, ale myślę, że warto dać szansę? Choćby po to, żeby wiedzieć co kupić kuzynowi/kuzynce na czternaste urodziny (ja jestem tym nudnym starszym kuzynem, który zawsze daje książki)! Kupować, czytać, promować!

9. "Ludzkie arcyludzkie" - Nietzsche  Stary dobry Nietzsche. Czy coś więcej można powiedzieć? Oddajmy mu głos:

Nadzwierzę. – Bestia w nas chce być okłamywana; moralność jest kłamstwem z potrzeby, żebyśmy nie byli przez ową bestię rozdarci. Gdyby nie błędy kryjące się w założeniach moralności, człowiek pozostałby zwierzęciem. Tak jednak zaczął się uważać za coś wyższego i przepisał sobie surowsze prawa. Stąd jego nienawiść do stopni pozostałych bliżej zwierzęcości: tym też wyjaśnić należy dawniejszą pogardę wobec niewolnika jako nieczłowieka, jako rzeczy.

Muszę przyznać, że Fryderyk już mnie zaczyna nudzić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz