Eliot Alderson jest dla mnie najciekawszym głównym bohaterem historii jakich ostatnio poznałem. Gdyby wypisać jego cechy na kartce, to nie widziałbym tam zbyt wiele potencjału na ulokowanie go w emocjonującej opowieści, gdzie byłby siłą sprawczą. Raczej mógłby być bohaterem pobocznym, albo np jedną z pierwszych ofiar jakiegoś Slashera. A tutaj proszę bardzo, Eliot mimo swoich fobii społecznych, lęków leczonych morfiną, problemów w kontaktach z ludźmi i wieloma innymi przeszkodami, działa, jest sprawczy i to świat musi reagować na jego ruchy i plany. I to nie jest jakaś prosta opowieść w której niespołeczny nerd poprzez walkę ze złą korporacją pokonuje swoje fobie, odnajduje miłość, wychodzi ze swoich wad i na końcu jest white-cis-male-middle class etc. on po prostu cały czas jest sobą. Nie jest to łatwe dla Eliota, gdyż zadania, które go czekają wykraczają mocno poza jego strefę komfortu, ale wykonuje je jako on sam.
Drugą kwestia jest taka, że na pewno przyda się w popularnym serialu bohater z fobiami społecznymi, który nie jest elementem komediowym (I'm looking at you Detective Monk). To zawsze dla mnie miłe kiedy reprezentacja różnych typów osobowości itp. poszerza się o nowe typy i pozwala większej liczbie odbiorców kultury identyfikować się z bohaterami, obserwować poczynania osób podobnych do nich itp. Coś w stylu tego co robi Lena Dunham w "Girl's", których oglądałem bodaj pierwsze dwa sezony i było całkiem interesujące - chociaż czytałem też negatywne analizy feministyczne, ciężka sprawa.
Anyway Eliot to dla mnie bardzo interesujący bohater, który może mieć pozytywny wpływ na część widowni, poszerza zakres typów bohaterów seriali, nie wykorzystuje fobii społecznych do budowania scen komediowych, tylko konsekwentnie od początku pokazuje nam świat przez ich pryzmat - co nie jest przyjemne. Później dzieją się z nim rzeczy, które jeszcze dodają ode mnie punktów miłości, ale to kiedy indziej.
Radykalny plan zainicjowany przez Mr Robota bardzo dobrze gra mi na uczuciach. Jest mocny, mierzy bardzo wysoko i ma emancypacyjne cele. Czego można chcieć więcej? I tutaj już sam zmierzam sobie w kontrą. Można chcieć jakiegoś planu stabilizującego, bo po pokonaniu złego Imperatora życie toczy się dalej i trzeba coś robić. Głównym zarzutem Żiżka wymierzonym w Castro, było to, że zmarnował rewolucje Kubańską i zamiast aktywnie pracować nad emancypacją stanął w miejscu i zajął się dyktatorskimi rządami, dlatego też powinien zostać jak najszybciej zapomniany. Mam nadzieję, że czujecie analogię, którą chciałem tutaj zarzucić między tymi myślami. Rodzi ona pytanie o uzasadnienie rewolucji; konflikt nagła rewolucja - wolna ewolucja, a stąd już niedaleko do pozytywistów z książkami i anarchistów z bombami, a na końcu tej drogi myślowej jest Mr Robot w swojej czapce bejsbolówce.
Technicznie to wszystko wygląda bardzo pięknie. Za grosz nie znam się na profesjonalnym żargonie z tym związanym, ani nawet nie jestem w stanie do końca nazwać tego co mi się podobało, ale spróbuje. Twórcy serialu świetnie grają przejściami między scenami, często nie są to po prostu cięcia, tylko finezyjne przeskoki z jednego miejsca w drugie w dziwny sposób. Okraszone są one muzyką, która, ah ta muzyka, idealnie podkreśla charakter scen. Wspaniały soundtrack pod sesje. Niektóre kawałki to cyberpunkowe plumkanie tła, charakterystyczne ambienty zrobione w jednym stylu, ale jest też kilka kawałków, które już na zawsze w mojej głowie sprzęgnięte zostaną z Tymi scenami. Co ciekawe w soundtracku jest zawarty spojler, więc co czujniejsi pożeracze kultury powinni uważać zapoznając się z nim przed końcem sezonu, bo mogą sobie jeden zwrot akcji zepsuć. Ja na szczęście nie jestem czujny i nawet po zobaczeniu tego zwrotu akcji nie zrozumiałem; dopiero potem, jak już skończyłem sezon i przesłuchiwałem soundtrack, to ten jeden utwór wydał mi się dziwny, pogooglowałem i doznałem olśnienia.
PS No i Darlene. Darlene mi się super podoba i jest ciekawie skonstruowaną postacią, chociaż skrzydła rozkłada dopiero w drugim sezonie, co jest zrozumiałe, ale jak już rozkłada to ho ho, są takie momenty, że wskakuje na pierwsze miejsce moich ulubionych postaci tego serialu. Z zupełnie innych powodów niż Eliot, ale robi to tak dobrze, ze bez skrupułów usuwam go z piedestału. Niestety później scenarzyści trochę to stępiają, ale może w trzecim?
Drugą kwestia jest taka, że na pewno przyda się w popularnym serialu bohater z fobiami społecznymi, który nie jest elementem komediowym (I'm looking at you Detective Monk). To zawsze dla mnie miłe kiedy reprezentacja różnych typów osobowości itp. poszerza się o nowe typy i pozwala większej liczbie odbiorców kultury identyfikować się z bohaterami, obserwować poczynania osób podobnych do nich itp. Coś w stylu tego co robi Lena Dunham w "Girl's", których oglądałem bodaj pierwsze dwa sezony i było całkiem interesujące - chociaż czytałem też negatywne analizy feministyczne, ciężka sprawa.
Anyway Eliot to dla mnie bardzo interesujący bohater, który może mieć pozytywny wpływ na część widowni, poszerza zakres typów bohaterów seriali, nie wykorzystuje fobii społecznych do budowania scen komediowych, tylko konsekwentnie od początku pokazuje nam świat przez ich pryzmat - co nie jest przyjemne. Później dzieją się z nim rzeczy, które jeszcze dodają ode mnie punktów miłości, ale to kiedy indziej.
Radykalny plan zainicjowany przez Mr Robota bardzo dobrze gra mi na uczuciach. Jest mocny, mierzy bardzo wysoko i ma emancypacyjne cele. Czego można chcieć więcej? I tutaj już sam zmierzam sobie w kontrą. Można chcieć jakiegoś planu stabilizującego, bo po pokonaniu złego Imperatora życie toczy się dalej i trzeba coś robić. Głównym zarzutem Żiżka wymierzonym w Castro, było to, że zmarnował rewolucje Kubańską i zamiast aktywnie pracować nad emancypacją stanął w miejscu i zajął się dyktatorskimi rządami, dlatego też powinien zostać jak najszybciej zapomniany. Mam nadzieję, że czujecie analogię, którą chciałem tutaj zarzucić między tymi myślami. Rodzi ona pytanie o uzasadnienie rewolucji; konflikt nagła rewolucja - wolna ewolucja, a stąd już niedaleko do pozytywistów z książkami i anarchistów z bombami, a na końcu tej drogi myślowej jest Mr Robot w swojej czapce bejsbolówce.
"I am ready to sell my mother into slavery to see V for Vendetta part 2! What happens AFTER the populist ecstatic movement takes over from the élite?”
Do tego dochodzi jeszcze kwestia uzasadnienia przemocy; doboru środków; sposobów realizowania zamierzań etc. Wszystko co wyrasta z tego właśnie radykalnego planu, który jest dla mnie interesujący jeszcze z innego powodu - otóż jest tutaj grupa ludzi, która postanawia coś zmienić i robi to. Taka opozycja do cynicznych, ponurych, propesymistycznych /heh, ale to śmiesznie brzmi. Pro pesymistycznych. Powiedźcie to sobie na głos kilka razy/ działalności. Pamiętam, ze waloryzowanie pozytywnego działania samego w sobie jest jedną z cech faszyzmów wg Umberto Eco, ale ciężko mi tego nie docenić czasem.
Jako lekturę dodatkową w tym temacie polecam jeszcze taki oto artykuł http://www.dwutygodnik.com/artykul/7013-fantazja-luksusowy-komunizm.html
Jako lekturę dodatkową w tym temacie polecam jeszcze taki oto artykuł http://www.dwutygodnik.com/artykul/7013-fantazja-luksusowy-komunizm.html
Technicznie to wszystko wygląda bardzo pięknie. Za grosz nie znam się na profesjonalnym żargonie z tym związanym, ani nawet nie jestem w stanie do końca nazwać tego co mi się podobało, ale spróbuje. Twórcy serialu świetnie grają przejściami między scenami, często nie są to po prostu cięcia, tylko finezyjne przeskoki z jednego miejsca w drugie w dziwny sposób. Okraszone są one muzyką, która, ah ta muzyka, idealnie podkreśla charakter scen. Wspaniały soundtrack pod sesje. Niektóre kawałki to cyberpunkowe plumkanie tła, charakterystyczne ambienty zrobione w jednym stylu, ale jest też kilka kawałków, które już na zawsze w mojej głowie sprzęgnięte zostaną z Tymi scenami. Co ciekawe w soundtracku jest zawarty spojler, więc co czujniejsi pożeracze kultury powinni uważać zapoznając się z nim przed końcem sezonu, bo mogą sobie jeden zwrot akcji zepsuć. Ja na szczęście nie jestem czujny i nawet po zobaczeniu tego zwrotu akcji nie zrozumiałem; dopiero potem, jak już skończyłem sezon i przesłuchiwałem soundtrack, to ten jeden utwór wydał mi się dziwny, pogooglowałem i doznałem olśnienia.
Tak wyglądałem po pełnym zrozumieniu zwrotu akcji i nawiązania, którym jest.
To są trzy elementy, które najbardziej urzekły mnie w Mr Robocie i mogę o nich napisać, żeby nie spojlerować - gdyby nie to, dodałbym jeszcze trzy (np wyborne zakończenie <3) Może zrobię to w kolejnej notce, takiej dla wtajemniczonych, jeśli taka będzie wola ludu. A czy ktoś z tutaj obecnych oglądał Pana Robota? Dlaczego Wam się serial podobał/nie spodobał? Dla mnie wskoczył do zbioru ulubionych, jeszcze ma okres próbny ale Sopranos i Band of brothers zaprzyjaźniają się z nowym kolegą.
Źródło wikipedia


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz