wtorek, 17 stycznia 2017

Ksiązko-post listopad 2016

Aye! Jako, że listopad był miesiącem paskudnym, pełnym niepogody i deszczy niespokojnych, to i przeczytałem wtedy sporo ciekawych książek, z czego jestem zadowolony. Zawsze mogło być więcej, i bywało, ale średnia utrzymana. Ich charakter jest głównie filozoficzny, acz nie bez reportażu czy beletrystyki, więc każdy powinien znaleźć tutaj pozycje dla siebie, a do każdej z nich mniej lub bardziej zachęcam. Nic spektakularnie gównianego w tym miesiącu nie wpadło. Ale zanim rzucicie się w literaturę, to jeszcze moja nowa miłość, o której esejach będziecie mogli poczytać już za kilka postów. Super wygląda c'nje?



1. "Córki chrzestne. Rozmowy w cieniu terorryzmu RAF" Albrecht i Ponto - Miesiąc zacząłem od niemałego zawodu. Książka zakupiona w Matasie za niewielkie pieniądze, podczas biegu na pociąg; wiecie, kawa, książka i można spokojnie jechać przez trzy godziny. Skusił mnie tytuł i okładka, bo i Bader-Meinhof interesujący, i osoba na okładce przyciągała moje oko. Jednak kiedy zasiadłem wygodnie w fotelu i otworzyłem książkę, nastąpił zwrot akcji, bo książka to zapis relacji pomiędzy siostrą terrorystki, a córką człowieka, którego siostra-terrorystka zabiła, no i jest o ciężkich przeżyciach, traumie, poszukiwaniach siostry, medialnej burzy, duużo życia wewnętrznego i rozterek, kiedy ja liczyłem na brawurowe strzelaniny, niezdarne pościgi starymi autami i  radykalne manifesty. No niestety. Ale tak poza tym, to książka nie jest zła; nie znam się na tego typu pisarstwie, więc właściwie mogę się mylić i kiedyś moja kariera w kulturze zostanie zatrzymana przez tę opinię, no ale niech stracę.  Dupy nie urwała, zła nie jest, a jeśli kogoś temat grupy RAF interesuje w szczegółach, bo np. pisze o tym naukową pracę, to może być dobre uzupełnienie źródeł. Ja przyjąłem to w pociągu, no ale bez szału.


2. "Dzieci Norwegii" Maciej Czarnecki -  Ależ mi ta książka zrobiła dobrze! I to tak pozytywnie dobrze, a nie tak jak to robią książki Jelinek. W końcu przyjąłem pozycję, która wyklaryfikowała mi stan faktyczny północnych rejonów Europy, tak przeze mnie lubianych, acz dotychczas głównie na podstawie wyrywkowych informacji i wyobrażeń. Ha! Teraz mam już jakiś gruby konkret. Czarnecki przedstawia społeczny system opieki nad dziećmi w Norwegii z różnych perspektyw: niezadowolonych lokalsów i przyjezdnych; urzędników; znawców norweskiej kultury i historii; zadowolonych z tego systemu lokalsów i przyjezdnych - no panorama pełna i wydaje mi się, że autorowi udało się utrzymać równość punktów widzenia w tym pluralizmie poglądów. Poza walorami warsztatowymi kupił mnie w tej książce sam obraz Norwegii i jej mieszkańców, ich  podejście do wychowania, koncepcja człowieka, państwa oraz współdziałania wewnątrz wspólnoty. Trochę poprawiony Barnevernet* widziałbym z radością działający w każdym kraju, tylko, że to wymagało by takie zaplecza historii obywatelsko-nansenowskiej jaką ma Norwegia, a to już brzmi jak duża rewolucja społeczna. No ale może kiedyś? Polecam wszystkim. Zainteresowanym Skandynawią, przeciwnikom socjalnych wikingów, przyszłym dydaktykom, pedagogom etc. Z chęcią podyskutuje z kimś o rozwiązaniach w niej przedstawionych.

* Jak to powiedział mój kolega, Barnevernet to jedyne służby socjalne świata, które mają uprawnienia służb specjalnych hehehe.

Nie mogłem znaleźć żadnego fajnego memu ze współczesnymi Norwegami, więc jest tak historycznie.


3. "Kantyczka dla Leibowitza" Miller -  Literacki rodzic Fallouta, który wydaje mi się obecnie niesłusznie zapomniany. Podzielona na trzy części w obrębie jednej książki powieść, która z dużą dozą prawdopodobieństwa przewiduje przyszłość naszej planety. Otóż kilkaset lat po wojnie atomowej jedynymi ludźmi, którzy przechowują wiedzę sprzed apokalipsy są mnisi zakonu albertyńskiego pod wezwaniem świętego Leibowitza; skrupulatnie przepisują oni pergaminy i zwoje z których nie rozumieją nic a nic, a na nich zawarte są schematy budowy żarówki, silnika, listy zakupów itp. Jednak mimo braku praktycznego zastosowania w chwili obecnej, mnisi wiedzą z jak ważnym elementem rzeczywistości mają do czynienia i za cel stawiają sobie reprodukcje pradawnej wiedzy. Każdy skrawek starego świata jest dla nich święty. Brzmi znajomo? Tak, jest to opowiedziana na nowo historia średniowiecznych mnichów, czego autor nie ukrywa. Timeline powieści skacze rozdziałami o kilkaset lat, co pozwala pokazać szeroką panoramę procesu jakim jest odbudowywanie/tworzenie się na nowo? cywilizacji. Interesującym wątkiem dla polito/socjologów będzie splot rozwoju państwowości, technologii i potrzeba odzyskiwania starożytnej wiedzy, co do której długo bohaterowie nie mają pewności czy jest faktyczną wiedzą i czy ma charakter użytkowy - mnich medytujący przy świecach nad urwanym w połowie tekstem o relatywistycznej teorii kwantów, kiedy poza klasztorem wszyscy szykują się do wojny. Na miecze i łuki. Tak na boku powiem, że struktura powieści jest dla mnie bardzo nietzscheańska: wielki powrót, wola mocy, takie rzeczy, ale nie mówię więcej, bo spojlery. Bardzo dobrze napisana, komediowo tragiczna z końcem, który zostawia wiele pytań i dziwną mieszankę uczuć w sercu, do tego tak bardzo czuć pierwszego i drugiego Fallouta. No miód. Planuje wziąć się za drugi tom niedługo. Polecam.



4. "Manifesty dla filozofii" Badiou - Wypożyczona z biblioteki przypadkowo, a czytana głównie w pracy, toteż trochę potraktowana po macoszemu, bez wnikliwych studiów. A w środku  ciekawe myśli, chociaż na filozofii Badiou  nie znam się ni w ząb i poznałem go właściwie dopiero poprzez ten traktat, ale jest on pewnego rodzaju podsumowaniem dorobku autora, więc chyba nie trafiłem najgorzej. Krótka analiza historii filozofii, jej ślepych dróg i wypaczeń, trochę typów polityki, metafizyka i różne dziwne rzeczy, których nie zrozumiałem. hmmm.... polecam jako poszerzanie zainteresowań filozoficznych, ale gdybym nie przeczytał to bym nie żałował, chociaż poznanie poglądów metafizycznych Badiou było ciekawe, bo nawiązują do Anaksymandra i apeironu hmmm.... Ale sam w sumie nie wiem.



5. "Nietzsche: filozofia interpretacji" Markowski -  A to już pozycja czysto pod pracę magisterską i spodziewałem się, że będę cierpiał, a tu taka niespodzianka. Napisana przejrzyście w jasny sposób i czuć, że autor chciał trafić do czytelnika, a nie tylko popełnić wiekopomne dzieło. Nie jest to może najprostszy podręcznik do filozofii nietzschego /w ogóle jest coś takiego? Może to będzie moja nisza/, ale z tych opracowań które czytałem jest do ogarnięcia bez pomocy sił nadprzyrodzonych. Trzeba oczywiście pamiętać, że ilu badaczy Nietzschego tyle interpretacji i nie ma w sumie jednej oficjalnej szkoły, ale taki przystępny przegląd może być ciekawy. Polecam dla zainteresowanych Fryderykiem, chociaż jest ciut za droga jak na mój gust.





6. "Jak modelować zachowania uczniów i zarządzać klasą" Paul Dix -  A to było czytane na specjalizacje nauczycielską, bo być może kiedyś jakiś młody człowiek, którego znacie/będziecie znali spotka się ze mną na sali lekcyjnej, ale może się też tak zdarzyć, że nigdy się w takiej sytuacji nie znajdę, acz gdyby miało do tego dojść, to powiem wam, że przeczytałem pod tym kątem kilka dobrych pozycji; i to jest jedna z nich. Paul Dix prezentuje tutaj w przystępnym stylu swoje doświadczenia w ukierunkowywaniu pracy z grupą młodych ludzi, w różnych przedziałach wiekowych, a główną myślą całej jego metody jest pozytywna relacja, wsparcie i chwalenie - socjaliskowa szkoła. Są też różne pomysły na wyciąganie konsekwencji i karanie niepokornych, ale główna idea jest taka, żeby było miło i przyjaźnie. Jeśli kogoś interesuje zarządzanie ludźmi, niekoniecznie w kontekście szkolnym, to może być przydatna pozycja. Napisana poradnikowym stylu, dużo przypominajek, podkreśleń, ćwiczeń, ramek z anegdotami, no autor bardzo starał się żeby było przystępnie, łatwo do zapamiętania i pozytywnie - sowa na okładce ftw!. Dla mnie bomba, przy czym wyszło mi, że większość moich dotychczasowych nauczycieli to byli psychopaci, wyżywający się na uczniach i stosujący zabronione przez autora metody jako nieefektywne, no cóż, chyba nie przypadkiem ci, których wspominam najlepiej postępowali mniej więcej zgodnie z zaleceniami autora hmm...



7. "On the duty of civil disobedience" Thoreau - Podaje angielski tytuł nie dlatego, że jestem taki fajny, albo w mowie Shakespeara czytałem, tylko dlatego, że polskie tłumaczenie "Nieposłuszeństwo obywatelskie" nie oddaje ducha oryginalnego tytułu, a cały esej jest w nim utrzymany, toteż możecie cieszyć oko tym jak to autor chciał aby było. Esej nie jest długi, ale treściwy jak mało co. Dotyczy on poglądu Thoreau na moralny aspekt relacji obywatel - państwo oraz aktywne realizowanie moralności. Ten agrarny-anarchista miał z prawem i państwem sporo problemów: sprzeciwiał się niewolnictwu, wojnie Stanów z Meksykiem i jeszcze kilku innym prawom, więc postanowił z tym walczyć trochę w stylu Ghandiego, czyli bierny opór. Odmówił płacenia podatków, zachęcał do tego sąsiadów i pisał eseje oraz wiersze, no i trafił też do więzienia jak Al Capone, przez podatki. Zaś w ciupie siedząc nie marnował czasu i jeszcze więcej myślał i pisał, dzięki czemu między innymi mamy ten tekst. Oto mój ulubiony cytat:



Jaki człowiek może czerpać satysfakcje z samego posiadania opinii? Czy można być zadowolonym z opinii, którą jest własne rozgoryczenie? (...) Postępowanie zgodnie z zasadami, rozumienie sprawiedliwości i wcielanie jej w życie, zmienia rzeczy i relacje, jest z grunty rewolucyjne i różne od wszystkiego, co było wcześniej. Nie tylko dzieli państwa i kościoły, dzieli także rodziny; co więcej, dzieli także każdego człowieka, wskazując na to, co w nim boskie, a co diabelskie.


Super prawda? Ja bym sobie to musiał gdzieś nad łóżkiem powiesić, żeby codziennie rano i wieczorem o tym myśleć. Radykalne i miłe.  Esej polecam każdemu, niezależnie od poglądów, klasy społecznej i obecnej sytuacji.  Warto przeczytać i rozważyć, nawet jeśli nie w kwestii politycznej, to spojrzeć na niego czysto etycznie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz