Aye!
W lipcu z racji górskiej włóczęgi oraz wyjazdu na obóz przeczytałem zastraszająco mało, co prawda przeszedłem sto kilometrów, poprowadziłem szesnaście sesji, a zagrałem srogie trzy, ale i tak miesiąc ten wygląda blado przy założeniach początkowych. Weszły mi tylko dwie pozycje z czego jedna zaskakująca dobra, a to gówno nieliche – jest więc sytuacja tzw. równowagi w naturze.
1.”Egzamin zoddychania” J. J. Kolski – Jego „Jasminium” kiedyś bardzo mi się podobało, do tego dostałem polecajki na inne jego filmy od wykładowców, toteż uznałem, że powieść, i to nie mała, jego autorstwa również będzie warta uwagi. Blurb co prawda odstraszał, bo pretensjonalny i przeartyzowany, no ale odważny czytelnik nie boi się najgorszych okładek. Dziś trochę żałuję, że nie odpuściłem sobie, no ale teraz mogę przestrzegać innych przed tym błędem jako Ten Który Spróbował. Ciężko mi powiedzieć o czym jest ta powieść i to nie dlatego, że nie łapie realizmu magicznego, albo go nie lubię, ale dlatego, że nazywanie realizmem magicznym fanfica o swoim życiu, w którym to fanficu autor przedstawia się jako kogoś zbliżonego do brata supermana, moim zdaniem bardziej pasuje do szuflady tudzież osobistego bloga z paskudnym tłem, a nie książki dla szerokiej publiczności. Jakoś tak lepiej mi się czyta teksty w których autor dokonuje samokrytyki, kpi z siebie i to najlepiej na ostro, bez znieczulenia, bo takie spojrzenie na siebie wymaga pewnych zdolności intelektualnych, co bardzo często pociąga za sobą już wiele innych dobrych cech. Zaś kiedy mamy do czynienia z (Wrażliwych proszę o nie czytanie dalszego fragmentu) publiczne brandzlowanie się nad swoją zmyśloną zajebistością (Wrażliwi mogą czytać) to jakoś tak nudno. A autor zachwyca się samym sobą i to bardzo. Główny bohater powieści, jest przesilny, twardy i hardy, wszystkie kobiety, które znajdą się w zasięgu jego feromonów zamieniają się w opętane rują lochy, które bohater męsko bierze, ale nie żeby przeżywał ekstazy i euforie, nie, ekstazy i euforie są oznaką bycia ludzkim, on nawet w czasie seksu jest posągowy, męski. W toku powieści odnosi same sukcesy, których realność jest na poziomie „OCZYWIŚCIE!”, a jak cierpi to wyłącznie melancholijnie, zwycięsko, po męsku. Ah. Taka nieudana bardzo podróbka Hemingwaya. Nie czytać, omijać dalekim łukiem.
2. „Kontra” Mackiewicz – Pozycje tę dorwałem w szafce bookcrossingowej i zachwycił mnie jej blurb, znajduje się tam fragment testamentu autora, który pozwala drukować książkę we wszystkich podziemnych i nielegalnych wydawnictwach, zabrania zaś wydawnictwom koncesjonowanym przez organy państwowe. Niestety się nie udało, bo wersja którą ja mam pochodzi z takiego zwyczajnego wydawnictwa, jednakże na podstawie kontekstu biograficznego autora pozwolę sobie przypuścić, że przez wydawnictwa koncesjonowane miał na myśli reżimowe i cenzurujące, a dziś to jednak chyba wolność słowa jest i wielki brat z Moskwy nie dyktuje co czytać oraz pisać wolno. Ale dosyć o blurbie, przejdźmy do środka! Jest to powieść, wspaniała! Historyczna w której autor opowiada tragiczne losy kozaków dońskich, poszkodowanych tak, że aż w brzuchu coś mnie bolało podczas lektury. Ja nie znałem tego zagadnienia wcześniej, więc co stronę otwierałem szerzej usta zaskakiwany tym co ich spotkało. A co się z nimi dzieje? Kozacy Dońscy próbują najpierw walczyć przeciwko Bolszewikom w czasie rewolucji, potem są przez nich represjonowani, aż do granic, a kiedy wybucha druga wojna światowa szybko przyłączają się do Rzeszy, ale nie z upodobań do antysemityzmu, tylko z nienawiści do Stalina. Zaś pod koniec wojny trafiają w ręce Brytyjczyków (Oh szuje straszne!), którzy w wyniku postanowień konferencji jałtańskiej podejmują operację keelhaul (pzeciąganie pod kilem) polegającą na zwróceniu Stalinowi obywateli Związku Radzieckiego – domyślacie się zapewne, że matuszka rosja nie była łagodna dla swoich zbiegłych dzieci. Jakie to wszystko jest smutne, oh! Kozacy chcą tylko żyć w swojej krainie jako wolni ludzie, nie mają żadnych wielkich postulatów politycznych, ideologicznych, ani oczekiwań względem świata, a ciągle dostają w przysłowiową dupę. Rzesza niespecjalnie poważnie traktuje ich jako jednostkę bojową, a Brytyjczycy okłamują, najpierw obiecując wolność, a potem wysyłają pociągami do ZSRR, dusza mnie bardzo bolała kiedy czytałem o ich próbach ucieczki z konwojów, samobójstwach, czy buntach w obozach przejściowych. Przerażająco smutne i świetnie napisane – naprawdę, co kilka stron czułem ogromne współczucie dla tych ludzi, a to wszystko napisane bardzo zgrabnie płynnie i przekonywająco. Polecam nie tylko dla zainteresowanych historią drugiej wojny światowej. Jest to w gruncie rzeczy opowieść o odważnych zmaganiach z czymś ogromnym, wielką ponurą siłą. Myślę, że gdyby bohaterowie Kafki mieli możliwość podjęcia zbrojnego działania wobec czy to Zamku, czy też Sądu, to miałoby to podobny klimat – to porównanie jest pewnym krzywdzącym skrótem względem Kafki i jego bohaterów, ale myślę, że wnikliwi czytelnik rozszyfruje moje intencje.
W lipcu z racji górskiej włóczęgi oraz wyjazdu na obóz przeczytałem zastraszająco mało, co prawda przeszedłem sto kilometrów, poprowadziłem szesnaście sesji, a zagrałem srogie trzy, ale i tak miesiąc ten wygląda blado przy założeniach początkowych. Weszły mi tylko dwie pozycje z czego jedna zaskakująca dobra, a to gówno nieliche – jest więc sytuacja tzw. równowagi w naturze.
1.”Egzamin zoddychania” J. J. Kolski – Jego „Jasminium” kiedyś bardzo mi się podobało, do tego dostałem polecajki na inne jego filmy od wykładowców, toteż uznałem, że powieść, i to nie mała, jego autorstwa również będzie warta uwagi. Blurb co prawda odstraszał, bo pretensjonalny i przeartyzowany, no ale odważny czytelnik nie boi się najgorszych okładek. Dziś trochę żałuję, że nie odpuściłem sobie, no ale teraz mogę przestrzegać innych przed tym błędem jako Ten Który Spróbował. Ciężko mi powiedzieć o czym jest ta powieść i to nie dlatego, że nie łapie realizmu magicznego, albo go nie lubię, ale dlatego, że nazywanie realizmem magicznym fanfica o swoim życiu, w którym to fanficu autor przedstawia się jako kogoś zbliżonego do brata supermana, moim zdaniem bardziej pasuje do szuflady tudzież osobistego bloga z paskudnym tłem, a nie książki dla szerokiej publiczności. Jakoś tak lepiej mi się czyta teksty w których autor dokonuje samokrytyki, kpi z siebie i to najlepiej na ostro, bez znieczulenia, bo takie spojrzenie na siebie wymaga pewnych zdolności intelektualnych, co bardzo często pociąga za sobą już wiele innych dobrych cech. Zaś kiedy mamy do czynienia z (Wrażliwych proszę o nie czytanie dalszego fragmentu) publiczne brandzlowanie się nad swoją zmyśloną zajebistością (Wrażliwi mogą czytać) to jakoś tak nudno. A autor zachwyca się samym sobą i to bardzo. Główny bohater powieści, jest przesilny, twardy i hardy, wszystkie kobiety, które znajdą się w zasięgu jego feromonów zamieniają się w opętane rują lochy, które bohater męsko bierze, ale nie żeby przeżywał ekstazy i euforie, nie, ekstazy i euforie są oznaką bycia ludzkim, on nawet w czasie seksu jest posągowy, męski. W toku powieści odnosi same sukcesy, których realność jest na poziomie „OCZYWIŚCIE!”, a jak cierpi to wyłącznie melancholijnie, zwycięsko, po męsku. Ah. Taka nieudana bardzo podróbka Hemingwaya. Nie czytać, omijać dalekim łukiem.
2. „Kontra” Mackiewicz – Pozycje tę dorwałem w szafce bookcrossingowej i zachwycił mnie jej blurb, znajduje się tam fragment testamentu autora, który pozwala drukować książkę we wszystkich podziemnych i nielegalnych wydawnictwach, zabrania zaś wydawnictwom koncesjonowanym przez organy państwowe. Niestety się nie udało, bo wersja którą ja mam pochodzi z takiego zwyczajnego wydawnictwa, jednakże na podstawie kontekstu biograficznego autora pozwolę sobie przypuścić, że przez wydawnictwa koncesjonowane miał na myśli reżimowe i cenzurujące, a dziś to jednak chyba wolność słowa jest i wielki brat z Moskwy nie dyktuje co czytać oraz pisać wolno. Ale dosyć o blurbie, przejdźmy do środka! Jest to powieść, wspaniała! Historyczna w której autor opowiada tragiczne losy kozaków dońskich, poszkodowanych tak, że aż w brzuchu coś mnie bolało podczas lektury. Ja nie znałem tego zagadnienia wcześniej, więc co stronę otwierałem szerzej usta zaskakiwany tym co ich spotkało. A co się z nimi dzieje? Kozacy Dońscy próbują najpierw walczyć przeciwko Bolszewikom w czasie rewolucji, potem są przez nich represjonowani, aż do granic, a kiedy wybucha druga wojna światowa szybko przyłączają się do Rzeszy, ale nie z upodobań do antysemityzmu, tylko z nienawiści do Stalina. Zaś pod koniec wojny trafiają w ręce Brytyjczyków (Oh szuje straszne!), którzy w wyniku postanowień konferencji jałtańskiej podejmują operację keelhaul (pzeciąganie pod kilem) polegającą na zwróceniu Stalinowi obywateli Związku Radzieckiego – domyślacie się zapewne, że matuszka rosja nie była łagodna dla swoich zbiegłych dzieci. Jakie to wszystko jest smutne, oh! Kozacy chcą tylko żyć w swojej krainie jako wolni ludzie, nie mają żadnych wielkich postulatów politycznych, ideologicznych, ani oczekiwań względem świata, a ciągle dostają w przysłowiową dupę. Rzesza niespecjalnie poważnie traktuje ich jako jednostkę bojową, a Brytyjczycy okłamują, najpierw obiecując wolność, a potem wysyłają pociągami do ZSRR, dusza mnie bardzo bolała kiedy czytałem o ich próbach ucieczki z konwojów, samobójstwach, czy buntach w obozach przejściowych. Przerażająco smutne i świetnie napisane – naprawdę, co kilka stron czułem ogromne współczucie dla tych ludzi, a to wszystko napisane bardzo zgrabnie płynnie i przekonywająco. Polecam nie tylko dla zainteresowanych historią drugiej wojny światowej. Jest to w gruncie rzeczy opowieść o odważnych zmaganiach z czymś ogromnym, wielką ponurą siłą. Myślę, że gdyby bohaterowie Kafki mieli możliwość podjęcia zbrojnego działania wobec czy to Zamku, czy też Sądu, to miałoby to podobny klimat – to porównanie jest pewnym krzywdzącym skrótem względem Kafki i jego bohaterów, ale myślę, że wnikliwi czytelnik rozszyfruje moje intencje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz